Nowe badania pokazują, że czynna ochrona rodzimych roślin i zapylaczy zwiększa plony (Nowa Zelandia)

zapylacze, pasy kwietne

Badania naukowe prowadzone na Nowej Zelandii przez organizację pozarządową „Plant and Food Research” wykazały, że zwiększenie różnorodności i biomasy rodzimych, dzikich gatunków roślin w pobliżu komercyjnych upraw przyciąga pożyteczne, rodzime gatunki owadów. Dzięki tymże dobroczynnym owadom więcej roślin uprawnych zostanie zapylonych. Tępione też będą niektóre przynajmniej, groźne dla plonów szkodniki.

Według statystyk prowadzonych przez nowozelandzkie ministerstwo rolnictwa, leśnictwa i tradycyjnych form rzemiosła praca owadów zapylających na samych tylko plantacjach kiwi i awokado warta była dla gospodarki Nowej Zelandii około 2 miliardów dolarów amerykańskich.

Współautorka badania, dr Melanie Davidson, cieszy się, że więcej farmerów włącza się w ratowanie rodzimej flory i fauny. Jej badania udowodniły, że rolnicy są wynagrodzeni wyższymi dochodami z gospodarstwa za swoje poświęcenie na rzecz gatunków rodzimych, traktowanych często przez poprzednie pokolenia jako chwasty lub szkodniki.

„Dla rolników nie tylko oznacza to, że dzięki wydajniejszemu zapylaniu mogą rosnąć plony, ale także wzrasta stabilność sztucznych ekosystemów upraw rolnych, jego odporność na rozmaite zagrożenia. Nie są już bowiem zdani wyłącznie na łaskę lub niełaskę pszczelarzy oraz ich rojów pszczoły miodnej.” – dowodzi dr Davidson. Ich rośliny uprawne znowu są zapylane również przez rodzime, dzikie gatunki zapylaczy owadzich i ptasich. Usługi pszczelarzy drożeją i stają się co raz trudniej dostępne. Sami pszczelarze często tracą roje, w ogóle dorobek swojego życia, wskutek chorób pszczół.

Nasadzenia w postaci miedzy i zazielenień śródpolnych, złożone z gatunków rodzimych dla Nowej Zelandii, przyciągają tzw. „alternatywne zapylacze”. Alternatywne w stosunku do hodowanych przez ludzi, sprowadzonych na Antypody w XIX w. pszczół miodnych oraz europejskich trzmieli, natomiast jak najbardziej rodzime dla Nowej Zelandii, doskonale dostosowane do tutejszych warunków. W omawianych przez nas badaniach „Plant and Food Research” były to przede wszystkim miejscowe gatunki dzikich pszczół i muchówek. Wielką zaletą tych ostatnich bywa także zjadanie przez nie innych owadów, zwłaszcza wciornastków czy mszyc, jakże szkodliwych dla roślin uprawnych.

Reasumując, dzięki wprowadzaniu i ochronie rodzimych gatunków np.: poprzez utrzymywanie miedz i śródpolnych zadrzewień, zakładanie łąk i pasów kwietnych, tzw. hoteli dla zapylaczy, rolnik wciąż może cieszyć się wysokimi plonami owoców i warzyw, czy też nasion na plantacjach nasiennych, nawet wtedy, gdy pszczoły miodne pozostają mało aktywne z uwagi na deszczową pogodę albo mróz.

Na podstawie: https://www.rnz.co.nz

Przewiń do góry